samobojstwaZapraszając śmierć. Coraz młodsi nie mają sił walczyć. 

W Polsce statystycznie codziennie odbiera sobie życie jedno dziecko. Ale samobójstw nieletnich może być nawet 10 razy więcej, bo często kwalifikuje się je jako wypadek. Z badań wynika, że 40 proc. uczniów podstawówek nie widzi sensu życia, a 30 proc. ma myśli samobójcze.

 
Poniżone, rozżalone, samotne
 
12-letnia Agnieszka poszła wieczorem wyrzucić śmieci. Ale nie dotarła do zsypu. Wdrapała się na parapet okna klatki schodowej i wyskoczyła z trzeciego piętra z kubłem w ręce. Chciała iść na pidżama party do starszej koleżanki. Mama nie zgodziła się, by córka nocowała poza domem.
 
10-letnia Martyna powiedziała tacie, że idzie na górę do swojego pokoju odrabiać lekcje. Przewiesiła pasek od szlafroka przez poręcz, zawiązała pętlę, włożyła w nią głowę i skoczyła ze schodów. W zasadzie na nic poważnie nie narzekała.
 
12-letni Bartek, ministrant, miał właśnie jeść obiad — mama smażyła jego ulubione placki ziemniaczane. Ale zamiast do kuchni poszedł za stodołę i zacisnął sobie sznur na szyi. W pożegnalnym liście do rodziców napisał, że wiesza się, bo chce, by dorośli wypędzili księdza z parafii. Został oskarżony przez niego o kradzież pieniędzy. Był też bity. Ale rodzicom się nie skarżył. Rodziców oszczędzał.
 
13-letnia Marta poszła na spacer. Już nie wróciła. Powiesiła się na drzewie. Wcześniej napisała na blogu list do Pana Boga: „Daj mi odwagę, aby się zabić. Duszę się w swoim ciele, próbuję wszystkiego, aby uśmierzyć ten ból. Daj mi odwagę, aby przywiązać sznur do swojej szyi, aby choć jeden raz mocniej przycisnąć żyletkę do skóry”. Po półrocznym pobycie w szpitalu i zapaleniu stawu biodrowego od Marty odsunęły się koleżanki. Matka szukała pomocy dla córki u psychologa, ale najbliższy był 100 km od ich miejscowości.
 
11-letnia Ania też powiesiła się na drzewie. Koleżanki oskarżyły ją o kradzież pieniędzy. Matka nie uwierzyła w niewinność w córki. Pokłóciły się. Ania nie wróciła na noc do domu. Jej ciało znalazł miejscowy rolnik.
 
Jest jeszcze Patryk, który odebrał sobie życie, bo w szkole zepsuł monitor komputera. Jest Ania, która powiesiła się na skakance, gdy jej koledzy umieścili w internecie film nakręcony komórką. Symulowali stosunek z dziewczynką. Są dwie 13-latki prześladowane przez starszych kolegów i wyśmiewane w szkole, które po lekcjach poszły do lasu, by się powiesić. Je udało się odratować. I jest wiele innych imion, którymi są zapełnione czarne policyjne raporty. W 2007 roku troje samobójców nie miało nawet 9 lat...
 
Subkultura depresji
 
Dlaczego...? To pytanie do końca życia będą sobie zadawać rodzice młodych samobójców. Wszyscy przeżywają gehennę, mówią o dożywociu, na które skazało ich samobójstwo dziecka. Bo z poczuciem winy trudno się uporać. „Jak mam wytłumaczyć moim dwóm synom, że już nigdy nie będę się uśmiechać?” — retorycznie pyta mama Marty. Rodzice są najczęściej potępiani przez sąsiadów i znajomych. Im mniejsze dziecko samobójca, tym dotkliwsze kamienowanie przez opinię publiczną. Zdarza się, że w akcie rozpaczy i oni odbierają sobie życie. Podczas gdy w Polsce rodzice dzieci, które targnęły się na życie, są wyrzucani poza nawias, w innych krajach organizowane są dla nich grupy wsparcia. Zresztą tam się działa — np. na zebraniach szkolnych rozdaje się rodzicom ulotki z listą zespołów młodzieżowych, które mogą mieć niszczycielski wpływ na psychikę ich dzieci. Bo subkultury mogą pomóc w wyborze śmierci. Jak w przypadku Marty zafascynowanej jednym z zespołów, który wykreował modę na czarne depresyjne liryki. Jego fani szukają ucieczki od życia w aktach samookaleczenia, a w ostateczności w samobójstwach. Psycholodzy podkreślają, że samookaleczenia są dziś tak powszechne, że zaczęto już szkolić nauczycieli. Bo dzieci zabijają ból psychiczny bólem fizycznym. Kilka tygodni przed samobójstwem Marty jej matka znalazła w pokoju dziewczynki zakrwawioną chusteczkę z żyletką.
 
 
Wiele młodych osób, które myślą o popełnieniu samobójstwa, nie jest pewnych, czy chce umrzeć. Od reakcji najbliższego otoczenia będzie zależeć, jaką ostatecznie podejmą decyzję. Tak jak w komentarzu internetowym napisała Paula: „Mam 15 lat i coraz częściej słyszę, jak młodzież mówi o samobójstwie, też kiedyś myślałam, ale wiele osób wtedy było przy mnie i mi pomagało i w szkole, i w domu”. Z ankiet przeprowadzonych wśród ludzi w wieku 18-25 lat wynika, że 75 proc. z nich miało w okresie nastoletnim myśli samobójcze. Pokonali chęć śmierci dzięki rozmowom z bliskimi im ludźmi. Autorka badań, choć nieoficjalnych, Ewa Karp, pisze w necie: „Cieszą się, że nie połknęli tych tabletek, które trzymali w ręce, nie skoczyli z okna, które otworzyli na oścież, nie podcięli żył nożem trzymanym w ręku. Dzisiaj mają szczęśliwe życie u boku ukochanej osoby, na dobrych studiach, w dobrych domach. Są szczęśliwi”.
 
Ale w internecie są i takie wpisy, jak ten Bendżiego: „Coraz częściej o tym myślę. To znowu wraca! Już dwa razy ciąłem sobie nadgarstek, ale nie wyszło... (...) Nie próbuję znowu chlastać nadgarstka, bo wiem, że i tak mi się nie uda. Szukam innego sposobu”. I, niestety, w internecie go znajdzie. Podczas gdy jedni starają się pomóc takim osobom wyjść z matni, drudzy pragną je czym prędzej przeprowadzić „na drugą stronę”, znajdując w tym patologiczną radość. Przekonał się o tym Artur, który w chwili załamania pomyślał o samobójstwie. Kiedy w necie na jednej ze „stron samobójców” podał numer swojej komórki, zaczął być nękany SMS-ami nakłaniającymi do podjęcia decyzji: „Zaplanuj, kiedy to zrobisz”, „Jeszcze tego nie zrobiłeś?”, „Jesteś tchórzem!”. Poczuł się osaczony. Przeraził się, że jacyś „oni” w końcu zmuszą go do samobójstwa, więc zmienił numer telefonu.
 
Zapewne Artura socjologowie określiliby jako typ samobójcy demonstracyjnego (w przeciwieństwie do drugiej kategorii: samobójcy z intencją śmierci), czyli osobę, której motywacją nie jest pragnienie śmierci, lecz chęć uzyskania pomocy. Ale bez względu na to, z jakim samobójcą mamy do czynienia, problem jest tak samo poważny, bo samobójstwa demonstracyjne również mogą prowadzić do śmierci, szczególnie gdy ktoś będzie się starał „pomóc”. A owa „pomoc” ma różne oblicza, włącznie z przesyłką trucizny. Tak właśnie zareagował mężczyzna na wpis na forum 14-latki: „Chcę się zabić... Ale jak to zrobić bezboleśnie i tak, żeby nikt mnie nie odratował? Czy ktoś zna dobry sposób?”. „Przyjaciel” doradzał przez internet, która metoda jest najskuteczniejsza, a w końcu zaoferował dostarczenie trucizny — arszeniku. Nie zdążył, bo aresztowała go policja. Ile takich historii nie kończy się jednak happy endem?
 
Zgodnie z prawem dyskutowanie o samobójstwach na forach internetowych nie jest przestępstwem. Jest nim natomiast namawianie do odebrania sobie życia i proponowanie metod. Ale to nie hamuje „twórczej pasji” autorów stron instruktażowych. Choć co jakiś czas policja likwiduje takie witryny, nie nadąża za przerażającym trendem. W poradnikach WWW znajdziemy opis krok po kroku, jak wygląda zabijanie się według danego wzoru, informacje, jakie wybrać krzesło czy sznur, jak rzucić się w przepaść, by nie trafić w drzewo, jak to robić, by nie bolało. Kobietom doradza się, jaką metodę wybrać, by pięknie wyglądać po śmierci.
 
W samobójstwach internetowych przoduje na świecie Japonia. Młodzi ludzie zawiązują makabryczne internetowe pakty samobójcze i spotykają się w realu, by umrzeć. A przy okazji urządzają spektakle śmierci, filmując ostatnie chwile swego życia. Rocznie odbiera sobie życie w Japonii ponad 30 tysięcy ludzi, głównie młodych.
 
Usłyszeć wołanie o pomoc
 
Żyjemy w świecie przesądów, które uniemożliwiają walkę ze zjawiskiem samobójstw. Nie rozumiejąc lub nie chcąc go zrozumieć, izolujemy się od problemu i wytwarzamy szereg mitów. Jednym z nich jest przekonanie, że ludzie, którzy mówią o samobójstwie, nie odbierają sobie życia. Tak jest wygodnie — nie reagować. Tymczasem ponad 80 proc. młodych samobójców mówiło o tym zamiarze, sygnalizowało przed śmiercią swoje myśli i uczucia. Samobójstwo to proces długotrwały i wieloetapowy. Najpierw pojawia się smutek i przygnębienie. Potem dochodzi brak troski o wygląd, zainteresowania szkołą, pojawiają się coraz gorsze stopnie, przybywa nieobecności. W końcu dochodzi do odizolowania, zrywania przyjaźni i wycofania z grup rówieśniczych. U podłoża decyzji samobójczej może leżeć zaburzenie psychiczne, najczęściej depresja — zdaniem psychologów dotyka ona obecnie 40 proc. polskich nastolatków. Chęć odebrania sobie życia może też wynikać z czasowego dyskomfortu życiowego, w przypadku bardzo młodych dzieci czasem wystarczy impuls.
 
Do mitów należy także przekonanie, że samobójstwu nie można zapobiec. Adekwatna reakcja, wsparcie, wysłuchanie, dowartościowanie i skontaktowanie z terapeutą mogą zapobiec nieszczęściu. Osoba o nicku „Kłapciu” napisała na czacie: „Jestem po takim doświadczeniu, na początku był żal, złość, frustracja, że się nie udało, że nadal żyję... Wtedy to pokazano mi, że można rozwiązać moje problemy, że jest inne wyjście, teraz cieszę się, że mój plan nie doszedł do skutku”. Badania pokazują, że większość niedoszłych samobójców żałuje, że chciała się zabić. Wszyscy podkreślają, że nie chcieli odebrać sobie życia, ale tylko uwolnić się od problemów.
 
Nastolatki tracą siłę do zmagania się z codziennością. Bo życie jest coraz okrutniejsze. I coraz gwałtowniej przeżywają swe dojrzewanie. Połowa ma poczucie niższości z towarzyszącą temu nadwrażliwością. U 40 proc. dzieci stwierdza się niezaspokojone potrzeby miłości i przynależności, a co czwarte czuje się zagrożone. Wśród motywów samobójstwa najczęściej spotyka się utratę bliskiej osoby — zarówno jej śmierć, jak i odejście, np. rodzica w wyniku rozwodu, zerwanie z przyjacielem czy sympatią. Nieszczęśliwa miłość oraz niepowodzenia szkolne to częste przyczyny targnięć się na życie wśród dzieci. 18-letnia Sylwia utopiła się w przeddzień matury z polskiego, a 16-letni Marek powiesił się dwa dni po rozdaniu świadectw, bo z angielskiego dostał tylko trójkę. Równie często powodem samobójstw nastolatków są konflikty z rodzicami. Agnieszka napisała list do redakcji jednego z młodzieżowych pism: „Jestem najmłodszym dzieckiem w domu. Moje rodzeństwo o wiele starsze dawno już się usamodzielniło. Zostałam więc sama ze starszymi konserwatywnymi rodzicami. Nie potrafię z nimi rozmawiać, na nic mi nie pozwalają, muszę ich okłamywać, żeby gdziekolwiek się wybrać. Każda moja rozmowa z matką kończy się potężną kłótnią, płaczem. Często myślę o samobójstwie”.
 
Psycholodzy podkreślają, że dociskamy dzieci do granic niemożliwości, wywieramy za dużą presję, przenosimy na nie nasze lęki, zarażamy je stresem i niepokojem o przyszłość. A ich bariera stresu się widocznie obniża. „Śmierć jest wybawieniem” — brzmi życiowe credo 90 proc. uczniów słupskich szkół średnich. To wyniki ankiety przeprowadzonej przez studentów Warszawskiej Szkoły Pedagogiki Specjalnej. Próba samobójcza często staje się wołaniem o litość i pomoc: pozwólcie być mi sobą!
 
[W artykule wykorzystano materiały Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego oraz teksty: To niepodobne do mojego dziecka, „Newsweek” 9.03.2008; Propaganda śmierci, „Gazeta Krakowska”, nr 249; Mam 14 lat i chcę się zabić..., „Super Nowości”, w: www.polskalokalna.pl, dostęp: 15.10.2007; Samobójstwa nastolatków, www.ithink.pl. Śródtytuł www.chcesiezabic.pl jest fikcyjnym adresem internetowym].
 
 
Katarzyna Lewkowicz-Siejka
ZC 1/09