O 11 obudził mnie mąż, ale ja nie mogłam dobudzić dziecka. Pojechaliśmy do przychodni, tam wezwali karetkę a oni helikopter. Byliśmy w szoku. Nie wiedzieliśmy co się dzieje, lekarze też. Pojechaliśmy karetką na spotkanie z helikopterem. Kiedy lekarka weszła do karetki akcja serca naszego dziecka zatrzymała się. Lekarzom udało się przywrócić akcje serca. Podejrzewali ,że nam upadła, co nie miało miejsca. Poleciała do szpitala dziecięcego. Kiedy tam jechaliśmy byliśmy pewni, że wszystko dobrze się skończy. Nasze dziecko było nieprzytomne, pod respiratorem. Zrobili jej wszystkie prześwietlenia i stwierdzono zapalenie płuc, które później okazało się pomyłką. Następnego dnia przyszedł inny specjalista i zauważył dwa krwiaki w mózgu. Na kogo padły podejrzenia? oczywiście na nas. Ordynator szpitala twierdził, że są to krwiaki typowo mechaniczne, a nie mogła się z nimi urodzić. Byliśmy wstrząśnięci, że podejrzewają nas o zrobienie krzywdy naszemu dziecku. Przewieziono ją do innego szpitala gdzie przeszła operację którą ledwo przeżyła. Dla nas najważniejsze było to aby żyła.
Teraz patrząc wstecz wiem, że lekarze od początku wiedzieli ,że nie mamy szans ale dali nam trochę czasu. W tym szpitalu przepraszali nas za podejrzenia, nie ma mowy o uderzeniu, ale dalej nie wiemy dlaczego, lekarze też nie. Są różne podejrzenia, ale nic się nie potwierdza. My od początku podejrzewaliśmy wstrząs poszczepienny. Lekarze mówili, że to niemożliwe.
Tynka trafiła do szpitala 29.08, cały czas byliśmy z nią i wierzyliśmy w cud który nam się nie przydarzył. Po tygodniu lekarze komisyjnie stwierdzili śmierć mózgu i powiedzieli nam, że uważają nasze dziecko za zmarłe, dalej była podłączona do respiratora i oddychała. Nie wierzyłam w to, jak jechałam do szpitala wierzyłam, że będzie dobrze. Dopiero rozmowa z ordynatorem uświadomiła mi, że oni naprawdę uważają, że ona nie żyje. Poproszono nas o organy bo wszystko było zdrowiutkie.
07.09 widziałam ją ostatni raz. Dalej oddychała była cieplutka, całowałam ją dotykałam a ordynator wystawiał akt zgonu mojego dziecka. Nie mogłam tego pojąć bo dla mnie ona żyła. Dopiero w ten dzień dowiedzieliśmy się, że przyczyną była niekrzepliwość krwi. Do niekrzepliwości krwi dochodzi wskutek powikłań poszczepiennych. Pan ordynator powiedział ,że nie można tego wykluczyć, choć na początku wmawiali nam, że to niemożliwe. Coś takiego zdarza się raz na trzy miliony. Nasz przypadek jest pierwszy w tym roku w województwie.
Pochowaliśmy nasze dziecko 11 września dzień przed naszą 8 rocznicą ślubu. Najtragiczniejsze jest to ,że mąż jest ratownikiem medycznym codziennie pomaga i ratuje życie ludzi a NASZEMU ANIOŁKOWI NIE MOGLIŚMY POMÓC.
Witamy Cię na naszej stronie. Pragniemy by to miejsce stało się azylem dla osieroconych rodziców; a także tych, którzy borykają się z chorobą własnego dziecka. Zależy nam aby tacy rodzice stracili owo nieznośne poczucie wyjątkowości, którego zapewne doświadczają w swoim środowisku, by mogli podzielić się swoim bólem, tęsknotą, trudem, drobnymi radościami, by mogli opowiedzieć o swoim dziecku. Pamiętaj, nie jesteś sam.
Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa Missy została porwana podczas rodzinnych wakacji. W opuszczonej chacie, ukrytej na pustkowiach Oregonu, znaleziono ślady wskazujące na to, że została brutalnie zamordowana, ale ciała dziewczynki nie odnaleziono. Cztery lata później pogrążony w Wielkim Smutku Mack dostaje tajemniczy list, najwyraźniej od Boga, a w nim zaproszenie do tej właśnie chaty na weekend. Wbrew rozsądkowi Mack przybywa do chaty w zimowe popołudnie i wkracza do swojego najmroczniejszego koszmaru. Jednakże to, co tam znajduje, na zawsze odmienia jego życie.
Kalinka to opowieść ojca, który próbuje zrozumieć sens nieuleczalnej choroby swojego dziecka. Przez sześć lat życia Kalinki nieustannie poszukuje kontaktu z córką. Każdego dnia spogląda w oczy swojej małej Roślinki, by wyczytać z nich to, czego nie może usłyszeć. Nie chcąc pogodzić się z diagnozą lekarzy, Barka i Andrzej nauczyli się obsługiwać prywatny oddział intensywnej terapii, szukali ratunku u energoterapeutów, uzdrowicieli i indyjskiego guru.
Perinatalna opieka paliatywna to kompleksowa pomoc: medyczna, psychologiczna i duchowa dla rodziców nieuleczalnie chorego płodu, którzy zdecydowali się na urodzenie dziecka, a nie przerwanie ciąży.
W USA 15 października jest Dniem Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłych - wtedy na znak solidarności z osieroconymi rodzicami wszyscy przypinają sobie różowo-błękitne wstążeczki. W Polsce z inicjatywy organizacji "Dlaczego?" jutro w kościołach odbędą się msze w intencji dzieci i rodziców.
Proszę księdza, Nie tak dawno, w tym właśnie kościele (...)
przyrzekaliśmy sobie miłość i wierność; przyrzekaliśmy, że wychowamy w wierze dzieci, którymi Bóg nas obdarzy. Niestety, wychowanie naszego dziecka nie było nam dane. Jedyne, co możemy dla niego zrobić, to godnie je pożegnać. Nasz misternie tkany świat, swoisty mikrokosmos, rozsypał się w drobny mak. Nasze marzenia, nieśmiało snute plany legły w gruzach.
UWAGA!Informujemy, że serwis internetowy www.dlaczego.org.pl nie jest poradnikiem medycznym ani psychologicznym..
Staramy się, aby informacje, które w nim umieszczamy były rzetelne, jednak konkretne przypadki chorób
powinny zostać skonsultowane z lekarzem-specjalistą lub psychoterapeutą. Autorzy zamieszczonych tutaj artykułów oraz pomysłodawcy strony, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za ewentualne błędy, ani żadnych konsekwencji, które mogą wyniknąć z zastosowania informacji tu zawartych. Pragniemy podkreślić także, że niniejszy serwis nie pełni roli terapeutycznej,
forum nie stanowi grupy wsparcia, i nie zastępuje terapii.