dlaczego.org.pl  
Forum dlaczego.org.pl  >> STRATA DZIECKA
You are not logged in       

Nasz ukochany Franuś (07.03.2010 - 14.04.2010) - 9 LAT....Hits: 22906
deli  
23-07-2010 19:38
[     ]
     
Witam wszystkich rodziców po stracie. Ja i mój mąż dołączyliśmy do Was 14.04.2010r i wiem, że nikt inny tak jak Wy nas nie zrozumie, wesprze... a właśnie tego zrozumienia brakuje bardzo. Trudne jest dla mnie to, że wszyscy dookoła milczą, zachowują się jakby nic się nie stało, jakby mojego Syneczka w ogóle nie było....
A On był, był dzielny, mądry, najpiękniejszy i z takim zapałem walczył o życie... Tak bardzo chciał żyć... Jestem z Niego taka dumna i dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o moim dzielnym Franusiu, moim malutkim Chłopczyku.

Mój ukochany Synuś urodził się 7 marca tego roku o godzinie 20:45 , godzinie bardzo wyjątkowej bo 38 dni później wybrał sobie dokładnie tą samą godzinę i odszedł....

Tak strasznie mi Go brakuje, tak bardzo tęsknię...
Franus jest naszym pierwszym dzieckiem, upragnionym, wymarzonym. Ciąża nie była najłatwiejsza ale lekarze nie widzieli nic niepokojącego, nic nie zapowiadało tego co miało nastąpić...choć teraz myślę, że wewnętrzny niepokój jaki czułam na długo przed porodem był czymś więcej niż tylko lękiem o dziecko. Poród z komplikacjami, pojawił się krwotok, chyba odkleiło się łożysko, Frankowi spadało tętno... tak się bałam...
Urodził się, żył... byłam taka szczęśliwa. Zabrano mi Go zaraz ale dostał 7-8-10 pkt, powiedziano że jest dobrze, to było najważniejsze.... Mój śliczny Chłopczyk - 3100g i 54 cm, piękne ciemne oczka, moje Szczęście. Franio był taki spokojny, tylko rozglądał się swoimi pięknymi oczkami dookoła, jakby chciał zapamiętać jak najwięcej.... Ciągle mam przed oczami Jego duże oczka tak bacznie przyglądające się wszystkiemu dookoła...
Tylko półtorej dnia miałam Go przy sobie, w drugiej dobie pojawiły się problemy, zabrano Go na obserwację, powiedzieli mi że tylko na noc... ale rano były kolejne wątpliwości, dostawałam dużo rozbieżnych informacji ale nie były one dobre... czułam, że dzieje się coś złego...
Ostatni raz miałam Franusia w objęciach 10 marca, chwilę tylko bo pielęgniarka musiała zmienić podkład w inkubatorze, gdybym wtedy wiedziała, że jest tak źle, że już nigdy więcej nie przytulę mojego dziecka... w szpitalu do którego zabrali Franusia nie pozwalano mi Go nawet dotknąć. Pomyslałam, że wszystko wytrzymam, żeby tylko wyzdrowiał. Nie wyzdrowiał.
W czwartej dobie miał zdiagnozowane nadciśnienie płucne, zaintubowali Go, kazali podpisać zgodę na przewiezienie do innego szpitala, potrzebny był tlenek azotu. Pamiętam jak Go zabierali... tak się bałam o Niego ale wtedy jeszcze nie wiedziałam że tego samego dnia usłyszę że stan jest krytyczny, że noc będzie decydująca... Franuś już do końca został na OIOM-ie szpitala przy ul. Litewskiej. To były najdłuższe 33 dni mojego życia...
Nadciśnienie płucne u Franusia było idiopatyczne... i nie było reakcji na podawany tlenek azotu. Nie wiedzieli dlaczego, mówili nam że to wszystko jest bardzo nietypowe.... Do samego końca nie wiedzieliśmy dlaczego.... nadal nic nie wiemy. Już pierwszego dnia po przywiezieniu mojego Synka na OIOM powiedziano nam, że powinniśmy przygotować się na najgorsze... Nie chciałam słyszeć co do mnie mówią, przecież Franek miał dopiero 5 dni, Jego życie się zaczynało....
Mówili mi że nie widzieli jeszcze takiego nietypowego przypadku, że nie znaleźli żadnej przyczyny, że już powinna być poprawa a nie ma, że stan jest krytyczny...

Franio dzielnie walczył przez te wszystkie dni... Były dni dobre gdzie była nadzieja że coś się poprawia, był większy kontakt z nim, był stabilniejszy... wierzyłam, że będzie dobrze. Nie słuchałam co mówią lekarze, mówiłam że mój Chłopczyk jeszcze ich wszystkich zaskoczy. Rzeczywiście byli zdziwieni tym, że tak długo walczy, że jest taki silny. Jestem z Niego taka dumna a jednocześnie przerażona myślą o tym co On tam musiał przejść... że nie mogłam przy Nim być ciągle, że musiałam Go tam zostawiać...
Później już nic nam nie mówili, unikali nas bo nie mogli nam nic powiedzieć. Bierność lekarzy mnie zabijała, ale wiedziałam że nie możemy zrobić już nic więcej, że wszystkie możliwości wyczerpaliśmy, wiedziałam że chcą zakończyć terapię bo nie ma rokowań, że chcą pozwolić spokojnie odejść mojemu Synkowi żeby już nie cierpiał... i taką decyzję podjęli, a ja nie mogłam nic zrobić. Wierzyłam, do końca wierzyłam że stanie się cud!

Pamiętam poniedziałek 12 kwietnia gdy wezwał mnie ordynator i powiedział, że podjęli decyzję o przejściu już tylko na leczenie paliatywne, że kończą terapię.... Tłumaczyłam, że to niemożliwe, że przecież widzę że jest poprawa, Franio ma już mniej leków i sobie radzi, tak ślicznie się rozgląda, bawi zajączkiem który przemyciliśmy na oddział na Jego pierwszy miesiąc... Krzyczał na mnie...Pamiętam moją bezsilność, rozpacz i wtedy ogromną nienawiść do tego lekarza... ale teraz wierzę, że ten lekarz tak musiał że mną rozmawiać, i chcę wierzyć, że to Bóg chciał, żeby Franio już odpoczął...
Pozwolono nam wspólnie z mężem być przy Franku, wiedziałam już że tam oboje rodziców może być przy dziecku, tylko wtedy jak ono odchodzi....
W środę 14 kwietnia jadąc do szpitala czułam, że to po raz ostatni... Franio mi się przyśnił, żegnaliśmy się w tym śnie.... W szpitalu jeszcze tylko raz spojrzał na mnie i zamknął oczka, był mocno uśpiony. Powiedzieli mi, że nic Go nie boli... Spędziliśmy tak we trojkę jeszcze całe popołudnie, czytaliśmy bajki Frankowi... Wiem, że moje dziecko czuło, że rodzice są przy nim... Trzy razy próbował odejść i wracał...Nagle poczułam, że musimy pozwolić Mu odejść... Za trzecim razem poprosiłam Franusia żeby już odpoczął, żeby się nie bał, żeby poszedł z aniołkami, żeby się o nas nie martwił, że będziemy dzielni... że już zawsze będzie naszym Syneczkiem, zawsze będziemy Go kochać...

Już nigdy nie zapomnę odgłosu z monitora coraz bardziej zwalniającego tętna, coraz wolniejszego aż w końcu zamilkł...

Powiedzieli nam, że takie małe dziecko się nie boi, nie rozumie. Ja myślę, że to nieprawda. Franek za każdym razem reagował na naszą obecność, mój głos Go uspokajał a obcy powodował płacz, zawsze jak zbliżała się godz. 21 i musiałam wychodzić robił się niespokojny... boli mnie to, że musiałam tam zostawiać moje dziecko, że czuł się wtedy samotny i nieszczęśliwy. Życie naszego Syneczka było krótkie i takie trudne...
...tak boli, że nie dane Mu było poznać nic prócz szpitala, bólu, cierpienia....że nie mogłam Go przytulać, że mój Franuś nawet raz nie zaznał uczucia leżeć beztrosko w ramionach rodziców, że nie mogliśmy ochronić Go przed tym wszystkim...
To tak strasznie boli....dlaczego życie naszego dziecka musiało być takie trudne, dlaczego takie krótkie i okrutne, dlaczego?

....tak bardzo nam Go brakuje....

Staram się być dzielna jak obiecałam Franiowi ale to nie jest łatwe... Razem z Frankiem umarły moje wszystkie plany, przyszłość teraz przeraża, przeżycie kolejnej minuty wydaje się nie do wytrzymania. Pustka. Nic nie jest takie jak przedtem, już nie jesteśmy tacy sami. ... Nie zdążyliśmy pokazać Synkowi naszego domku, wszystkiego co przygotowaliśmy dla Niego, nikt z rodziny i znajomych nie zdążył Go poznać, nie zdążyliśmy zrealizować tylu planów... Patrzę na łóżeczko w którym nie zdążyłam położyć mojego Chłopczyka, na wózek który tatuś kupił dla Niego.... opowiadałam Franiowi w szpitalu o tym wszystkim co będziemy robić wspólnie jak wróci zdrowy do domku, o spacerach w tym wózeczku również....

Strasznie tęsknię za naszym Syneczkiem... Wiem, że żałoba to etapy i widzę, że jestem już na innym, już wiem, że czasu nie da się cofnać, juz o to nie pytam, zaakceptowałam fakt, że Franuś odszedł i do nas tutaj nie wróci,nie pogodziłam się z tym i nigdy nie pogodzę ale nauczyłam się spokojnie o Franusiu rozmawiać, bo On jest i zawsze będzie moim pierwszym dzieckiem... bo chcę żeby inni też pamiętali o moim dzielnym Synku, bo tyle cierpienia niewinnego dziecka nigdy nie jest bez sensu. Cholernie to wszystko boli, zwłaszcza że nadal nic nie wiemy, opóźniają nam wyniki sekcji ale mam nadzieje, że te wyniki coś wyjaśnią, bo mi nie wystarczy tylko informacja, że nie widzieli jeszcze takiego przypadku, że ostatnio był podobny na początku lat 90-tych, że wszystko jest nietypowe, że nie ma żadnej przyczyny medycznej, że nie wiedzą dlaczego nie ma reakcji na leczenie...że nic nie wiedzą więc to zapewne geny. Ja po prostu chciałabym wiedzieć co się stało, bo te domysły mnie wykończą. Obiecałam Frankowi, że będę dzielna więc się staram bo On był bardzo dzielny i jestem Mu ogromnie wdzięczna za każdy dzień Jego życia, za to że walczył, że pokazał jak bardzo chciał żyć... Boli, że nie mogłam przytulać mojego Syneczka, że mogłam tylko patrzeć na Jego walkę, że musiałam Go tam zostawiać, że był wtedy sam wśród obcych. Boli, że w moim macierzyństwie nie znalazło się miejsce na inne doświadczenia niż strach o dziecko, bezsilność, ból.... Pamiętam jak wchodząc na oddział z przerażeniem szukałam wzroku pielęgniarki otwierającej drzwi i ulgę, gdy w jej oczach nie dostrzegałam paniki....wtedy wiedziałam że dzisiaj jeszcze zobaczę mojego Syneczka...

Wiem, że gdyby nie Bóg, nie przeżylibyśmy tak ogromnego bólu. Wiem, że to On dał nam siły, żeby to wszystko przetrwać. Teraz wyraźnie widzę jak wiele niepojętych rzeczy działo się w tym czasie, jak bardzo namacalnie Bóg pokazywał nam że jest przy nas, jak stopniowo nas przygotowywał na to co miało nieuchronnie nastąpić, jak zmieniał moje myślenie aż w końcu potrafiłam powiedzieć ufam Tobie Panie...
Wierzę też mocno, że jeszcze się spotkamy z naszym Synkiem, codziennie proszę Go żeby modlił się za swoich rodziców, żebyśmy nie zgubili drogi do Nieba, bo przecież On tam na nas czeka. I to wszystko o czym Mu opowiadałam codziennie w szpitalu, to przytulanie, całusy, bliskość, czułość, to wszystko.... jeszcze będzie nam dane, tylko musimy poczekać aż znowu Bóg pozwoli nam się spotkać.
Tak tęsknimy....

Kochanie dzisiaj mija równo sto dni jak Cie nie ma z nami, tak nam Ciebie brakuje Szczęście nasze... 
mama Franusia (7.03.2010 -14.04.2010) oraz Stasia, Julka i Wojtusia
Moje Skarby!
http://franciszekjakubkoziol.pamietajmy.com.pl
Last edited on 07-03-2019 22:55 by deli

  Subject Author Date
*  Nasz ukochany Franuś (07.03.2010 - 14.04.2010) - 9 LAT.... deli 23-07-2010 19:38
  Re: Nasz ukochany Franuś Mileeenaaa 23-07-2010 19:56
  Re: Nasz ukochany Franuś Marzka 23-07-2010 22:30
  Re: Nasz ukochany Franuś smutna mama 23-07-2010 22:36
  Re: Nasz ukochany Franuś Joannap 23-07-2010 21:41
  Re: Nasz ukochany Franuś buleczka 23-07-2010 22:27
  Re: Nasz ukochany Franuś deli 23-07-2010 23:40
  Re: Nasz ukochany Franuś buleczka 26-07-2010 15:03
  Re: Nasz ukochany Franuś deli 27-07-2010 02:13
  Re: Nasz ukochany Franuś buleczka 28-07-2010 10:05
  Re: Nasz ukochany Franuś - do buleczka niesia 28-07-2010 21:33
  Re: Nasz ukochany Franuś - do niesia buleczka 28-07-2010 22:52
  Re: Nasz ukochany Franuś sandruska 23-07-2010 22:47
  Re: Nasz ukochany Franuś Diana 23-07-2010 23:05
  Re: Nasz ukochany Franuś hannah 23-07-2010 23:40
  Re: Nasz ukochany Franuś AlexD2712 24-07-2010 00:16
  Re: Nasz ukochany Franuś Agik 24-07-2010 00:27
  Re: Nasz ukochany Franuś jolek 24-07-2010 08:32
  Re: Nasz ukochany Franuś Alicja74 24-07-2010 11:10
  Re: Nasz ukochany Franuś Ewa Romańska 24-07-2010 15:05
  Re: Nasz ukochany Franuś niesia 24-07-2010 19:45
  Re: Nasz ukochany Franuś agatka 24-07-2010 21:52
  Re: Nasz ukochany Franuś deli 24-07-2010 23:14
  Re: Nasz ukochany Franuś DarMa 25-07-2010 14:59
  Re: Nasz ukochany Franuś patrycja grzybowska 25-07-2010 15:26
  Re: Nasz ukochany Franuś aneta20 25-07-2010 17:14
  Re: Nasz ukochany Franuś KASIA1 26-07-2010 09:29
  Re: Nasz ukochany Franuś beti23 27-07-2010 12:02
  Re: Nasz ukochany Franuś babe2k 27-07-2010 21:05
  Re: Nasz ukochany Franuś Nadia7 27-07-2010 21:56
::   w górę   ::
Jump to :
Forum tworzone przez W-Agora